Maniakalnie orientalnie horyzontalnie indywidualnie łatwopalnie światłoczuło. Piątek. A po ulicach w lekkiej jesieni fruwało coś, jakieś stwory. Nieśmiertelny żółty październik. Do czego to doszło.
24 paź 2008
23 paź 2008
Nienasycenie
Hej bejbe. Ajm high, ajm happy, ajm free. Żyć nie umierać. Napisała zielona już od gnicia czwartkowych wnętrzności przebolałych.
Co tu gadać. Generalnie pozytywy biorą górę, mimo jesiennych nastrojów depresyjnych. Ach, jak to było kiedyś na pierwszym roku. Spotkałabym się z paroma niewidzianymi dawno istotami. Takimi kojarzącymi się z Mikołajem Świętym, tym od prezentów. Obejrzałabym takie filmy dla dzieci. Tak. Yellow. I wypiłabym gorącą czekoladę.
Kolejna jesienna deprecha poszyta ironią. A może nie. Kolejny rok akademicki ruszył na całego. Nie wiedzieć czemu jakoś mi nie tego. Wesoło, ale nie tego. Szybko, za szybko się zmienia to wszystko. Nie ma czasu na rozmowy. W ogóle nie ma czasu i nie ma rozmów. Już za duża jestem na gadanie o abstrakcjach. Pora dorośleć. Przecież jestem dorosła. Dorosła jak nigdy. Tylko te problemy ze sobą jakoś zataczają się wszędzie wokół i przejść między nimi nie mogę. Niby łatwizna - wstać i pójść tam, gdzie wszyscy dorośli, pójść na kurs odpowiedzialności i nauczyć się grzeczności. A może wystarczyłoby tylko nauczyć się kontrolowania swojego zachowania. Nie mów, kiedy nie proszą, nie odzywaj się, kiedy nie możesz, nie gadaj, jeśli nie wiesz, o czym. Kilkaset milionów osobowości próbuje dojść do głosu w tym momencie. A ja stawiam po raz kolejny pytanie bez odpowiedzi. Takie są najgorsze. Przecież nie da się zmienić na siłę. Nie da się, choćbyś nie wiem jak nie pasował do rzeczywistości. I jeszcze te dwuznaczności. Jesteś szczery czy bezczelny? Pewny siebie czy zarozumiały? Oto są pytania z odpowiedziami maksymalnie subiektywnymi. I masz babo placek.
Za dużo tego wszystkiego ostatnio. Wyjazdy, choroby, studia, radio. Za dużo nowych środowisk, za dużo starych znajomych. Źle, źle, zawsze źle. Nie da się dogodzić takiemu wybrednemu człowieczkowi.
Kto czytał Nienasycenie, ten wie. Konkluzja jasno-niejasna. Nie zazna ktoś taki spokoju nigdy. Jak to było? "Między śmiercią, która jest nasyceniem, a życiem rozproszkowanym w przypadkowość". E tam. Ktoś musi pocierpieć. Zgłaszam się na ochotnika.
Zresztą:
Co tu gadać. Generalnie pozytywy biorą górę, mimo jesiennych nastrojów depresyjnych. Ach, jak to było kiedyś na pierwszym roku. Spotkałabym się z paroma niewidzianymi dawno istotami. Takimi kojarzącymi się z Mikołajem Świętym, tym od prezentów. Obejrzałabym takie filmy dla dzieci. Tak. Yellow. I wypiłabym gorącą czekoladę.
Kolejna jesienna deprecha poszyta ironią. A może nie. Kolejny rok akademicki ruszył na całego. Nie wiedzieć czemu jakoś mi nie tego. Wesoło, ale nie tego. Szybko, za szybko się zmienia to wszystko. Nie ma czasu na rozmowy. W ogóle nie ma czasu i nie ma rozmów. Już za duża jestem na gadanie o abstrakcjach. Pora dorośleć. Przecież jestem dorosła. Dorosła jak nigdy. Tylko te problemy ze sobą jakoś zataczają się wszędzie wokół i przejść między nimi nie mogę. Niby łatwizna - wstać i pójść tam, gdzie wszyscy dorośli, pójść na kurs odpowiedzialności i nauczyć się grzeczności. A może wystarczyłoby tylko nauczyć się kontrolowania swojego zachowania. Nie mów, kiedy nie proszą, nie odzywaj się, kiedy nie możesz, nie gadaj, jeśli nie wiesz, o czym. Kilkaset milionów osobowości próbuje dojść do głosu w tym momencie. A ja stawiam po raz kolejny pytanie bez odpowiedzi. Takie są najgorsze. Przecież nie da się zmienić na siłę. Nie da się, choćbyś nie wiem jak nie pasował do rzeczywistości. I jeszcze te dwuznaczności. Jesteś szczery czy bezczelny? Pewny siebie czy zarozumiały? Oto są pytania z odpowiedziami maksymalnie subiektywnymi. I masz babo placek.
Za dużo tego wszystkiego ostatnio. Wyjazdy, choroby, studia, radio. Za dużo nowych środowisk, za dużo starych znajomych. Źle, źle, zawsze źle. Nie da się dogodzić takiemu wybrednemu człowieczkowi.
Kto czytał Nienasycenie, ten wie. Konkluzja jasno-niejasna. Nie zazna ktoś taki spokoju nigdy. Jak to było? "Między śmiercią, która jest nasyceniem, a życiem rozproszkowanym w przypadkowość". E tam. Ktoś musi pocierpieć. Zgłaszam się na ochotnika.
Zresztą:
12 paź 2008
Just a little unwell
Coś jakoś nie gra. Coś nie tak jak powinno byc jest. Znowu popieprzyło mi się wszystko. W głowie.
Ej co. Ej po co. Ej no weź. Ej jedziemy. Ej na co to. Ej no przestań. Ej co ty robisz. Ej nie trzeba. Ej no po co. Ej weź nie. No ej.
Zagubienie na Dworcu Centralnym miasta pierwszego lepszego większego niż to. Wszystko byle nie musiec. Byle nie gadac niepotrzebnego. Byle nikt nie zapytał o drogę.
Ulatuje ze mnie energia. Spadam z wysoka.
I pieprzę trzy po trzy, i na niczym się nie znam, i nie mogę się wyspac. I chcę do domu.
Za dużo tego wszystkiego. Powszechnie znana prawda mówi, że wszystkiego miec nie można. A ja dalej swoje.
Prawda, pora przemyślec to i owo, podjąc decyzję jakąkolwiek. Czas najwyższy. Na pomysł jakiś. Na coś. Cokolwiek.
I czym jestem taka zmęczona?
W użalaniu się nad sobą jestem dobra. Masakra. Pora na jutro.
Wild, you grow wild.
Ech, ogranij się.
Ej co. Ej po co. Ej no weź. Ej jedziemy. Ej na co to. Ej no przestań. Ej co ty robisz. Ej nie trzeba. Ej no po co. Ej weź nie. No ej.
Zagubienie na Dworcu Centralnym miasta pierwszego lepszego większego niż to. Wszystko byle nie musiec. Byle nie gadac niepotrzebnego. Byle nikt nie zapytał o drogę.
Ulatuje ze mnie energia. Spadam z wysoka.
I pieprzę trzy po trzy, i na niczym się nie znam, i nie mogę się wyspac. I chcę do domu.
Za dużo tego wszystkiego. Powszechnie znana prawda mówi, że wszystkiego miec nie można. A ja dalej swoje.
Prawda, pora przemyślec to i owo, podjąc decyzję jakąkolwiek. Czas najwyższy. Na pomysł jakiś. Na coś. Cokolwiek.
I czym jestem taka zmęczona?
W użalaniu się nad sobą jestem dobra. Masakra. Pora na jutro.
Wild, you grow wild.
Ech, ogranij się.
23 wrz 2008
Ał
I wakacji koniec końców nadszedł. Jutro futro, fura i komóra. Do praktykowania zapraszają po raz kolejny. Ach ta niesystematycznośc. Ach to roztargnienie.
Kolejny data bez pokrycia, 1. października. Nowy początek, tony postanowień ostatecznych. Boli mnie głowa ze wszystkich stron. I z każdej jednej. Pora przyznac wszem i wobec, żem wariatka. Ach postanowienia. Że to, tamto, że systematycznie, że frekwencyjnie, że zadowalająco, zachwycająco i stypendialnie horyzontalnie.
Wtorek, no tak, wtorki takie są.
Nie ma takiej opcji.
Spóźniam się na pociąg. Denerwuję się na wszystkich zasługujących. Czas tracę też, z każdą kolejną minutą spóźnienia. Tak mają ludzie bez zegarka.
Żegnaj lato baj baj.
A ja lata nie pamiętam. Ani ciut. Ani nic. Nie było lata tego lata. Zeszłego też. Tylko zimno i angielsko bez reszty. I co z tego. Jedni mają lato, inni co innego. Kolej rzeczy, jak zwykle.
Nic mnie już nie dziwi. Tyle niesamowitości widziałam, że już nic niesamowite nie jest. Szalej szaleju. Ojejojejojej. Koniec gadania, pora w sen zimowy zapaśc.
No to wracamy, nieszczęśnie, na Kujawy. O fuj, o nie, tu stacja Toruń Główny, tu stacja Toruń Główny.
Kolejny data bez pokrycia, 1. października. Nowy początek, tony postanowień ostatecznych. Boli mnie głowa ze wszystkich stron. I z każdej jednej. Pora przyznac wszem i wobec, żem wariatka. Ach postanowienia. Że to, tamto, że systematycznie, że frekwencyjnie, że zadowalająco, zachwycająco i stypendialnie horyzontalnie.
Wtorek, no tak, wtorki takie są.
Nie ma takiej opcji.
Spóźniam się na pociąg. Denerwuję się na wszystkich zasługujących. Czas tracę też, z każdą kolejną minutą spóźnienia. Tak mają ludzie bez zegarka.
Żegnaj lato baj baj.
A ja lata nie pamiętam. Ani ciut. Ani nic. Nie było lata tego lata. Zeszłego też. Tylko zimno i angielsko bez reszty. I co z tego. Jedni mają lato, inni co innego. Kolej rzeczy, jak zwykle.
Nic mnie już nie dziwi. Tyle niesamowitości widziałam, że już nic niesamowite nie jest. Szalej szaleju. Ojejojejojej. Koniec gadania, pora w sen zimowy zapaśc.
No to wracamy, nieszczęśnie, na Kujawy. O fuj, o nie, tu stacja Toruń Główny, tu stacja Toruń Główny.
22 wrz 2008
Harry Rivers
Przecież wiadomo - są rzeczy, myśli i pomysły, na które nawet ja bym nie wpadła. Niemożliwością jest. Nawet nie pamiętając logicznym myśleniem można dojśc do wniosku, że opcji aż tak totalnej namacalnej głupoty nie ma. Wątpliwości jednak zawsze plączą się między palcami. I żyj tu i chodź po świecie wątpiąc w swój własny rozsądek czy jak to tam zwą. Ach te luki pamięciowe, dolegliwości starcze lub wręcz przeciwnie. Es jak stresss.
Znów stchórzyłam. Zależy od punktu widzenia. Wróciłam bowiem do politologicznego prania mózgu. Wysiłkiem niewielkim. Kolejny rok więc co najmniej dwukierunkowo powoli pora zaczynac. Ciężko piekielnie rzucic. Jeszcze mocniej ciężko zostac wyrzuconym. I czas jakoś zanadto się rozciąga. Rok, drugi, trzeci, niespodzianka. I żegnajcie hulanki swawole.
Jakoś. Jest jakoś.
Aż się cieszę czasami obecnymi wakacyjnymi. Nie chcę na studia. Siedźmy, odpoczywajmy, bawmy, myślmy, pijmy, mówmy i nie wracajmy dokądkolwiek. Smętnie a niechętnie tracę wrzesień. Najzewszystkich miesiąc.
3.11 w tej części świata. Pora pospac.
Znów stchórzyłam. Zależy od punktu widzenia. Wróciłam bowiem do politologicznego prania mózgu. Wysiłkiem niewielkim. Kolejny rok więc co najmniej dwukierunkowo powoli pora zaczynac. Ciężko piekielnie rzucic. Jeszcze mocniej ciężko zostac wyrzuconym. I czas jakoś zanadto się rozciąga. Rok, drugi, trzeci, niespodzianka. I żegnajcie hulanki swawole.
Jakoś. Jest jakoś.
Aż się cieszę czasami obecnymi wakacyjnymi. Nie chcę na studia. Siedźmy, odpoczywajmy, bawmy, myślmy, pijmy, mówmy i nie wracajmy dokądkolwiek. Smętnie a niechętnie tracę wrzesień. Najzewszystkich miesiąc.
3.11 w tej części świata. Pora pospac.
19 sie 2008
Closer
Lubię ludzi. Generalnie.
Mam swoje ulubione ujęcia kamery z Barcelony.
Generalnie tak, może byc, wszystko może byc.
Przesiaduję więc na Kaszubach, gdzie mam czas. Na natchnienie, na wspomnienie, na nicnierobienie, na myślenie. Czas nie istnieje przecież.
Krótko śpię. Trochę piszę, trochę dzwonię, trochę słucham. Spotykam się, nieco mniej niż trochę, nieco więcej niż wcale.
Jakbym się przeniosła w czasie, którego nie ma. Dwa lata wstecz. Faktem, że nie było mnie w domu dwa lata. Dwa. Z grzeczności nie napiszę, co mi chodzi po głowie.
Niby nic się nie zmieniło, wszystko jak dawniej. Tylko ja już nie pasuję.
Ach ten świat. Przestrzeń ciągle się kurczy. A ja znów niczego nie potrzebuję. Znów jestem wszędzie.
Dziwnie.
Przecież wiem.
Mam swoje ulubione ujęcia kamery z Barcelony.
Generalnie tak, może byc, wszystko może byc.
Przesiaduję więc na Kaszubach, gdzie mam czas. Na natchnienie, na wspomnienie, na nicnierobienie, na myślenie. Czas nie istnieje przecież.
Krótko śpię. Trochę piszę, trochę dzwonię, trochę słucham. Spotykam się, nieco mniej niż trochę, nieco więcej niż wcale.
Jakbym się przeniosła w czasie, którego nie ma. Dwa lata wstecz. Faktem, że nie było mnie w domu dwa lata. Dwa. Z grzeczności nie napiszę, co mi chodzi po głowie.
Niby nic się nie zmieniło, wszystko jak dawniej. Tylko ja już nie pasuję.
Ach ten świat. Przestrzeń ciągle się kurczy. A ja znów niczego nie potrzebuję. Znów jestem wszędzie.
Dziwnie.
Przecież wiem.
18 sie 2008
Męska decyzja
Ach więc koniec z Wielką Brytanią na jakiś czas. London London Liverpool Much Hoole Longton Manchester London London. London, wszystko, co tylko możesz sobie wyobrazic. A nawet więcej. Wszystko prócz Old Trafford. Old Trafford w deszczu, z Del Piero na boisku. Bezcenne.
Wrocław bez emocji, zakorkowany, zalany słońcem. Praga się nie zmieniła, turystów nieco ubyło. Dresden w deszczu. Podróże zakończone. Sierpień w pełni. Ponownie ruszymy we wrześniu, września dwudziestego, może pierwszego.
Pora posiedziec w miejscu. 6 dni. W poniedziałek mus bycia w Toruniu, raz po raz kolejny. Zaległe egzaminy i nieodbyte praktyki lubią się mścic.
Podjęłam decyzję nieodwołalnie i niewybaczalnie. Koniec politologicznych bzdur. Koniec lania wody, koniec indywidualnych organizacji studiów, na których wcale a wcale mi nie zależy. Żegnaj baj baj, politologio.
Wesoło, miło, pozytywnie jak nigdy o tej porze roku. Słońce zgasło, zimno, a wesoło miło i pozytywnie. Niepotrzebne stresy pora odrzucic, pora wziąc się. Wakacje, w końcu wakacje.
Tyle.
Wrocław bez emocji, zakorkowany, zalany słońcem. Praga się nie zmieniła, turystów nieco ubyło. Dresden w deszczu. Podróże zakończone. Sierpień w pełni. Ponownie ruszymy we wrześniu, września dwudziestego, może pierwszego.
Pora posiedziec w miejscu. 6 dni. W poniedziałek mus bycia w Toruniu, raz po raz kolejny. Zaległe egzaminy i nieodbyte praktyki lubią się mścic.
Podjęłam decyzję nieodwołalnie i niewybaczalnie. Koniec politologicznych bzdur. Koniec lania wody, koniec indywidualnych organizacji studiów, na których wcale a wcale mi nie zależy. Żegnaj baj baj, politologio.
Wesoło, miło, pozytywnie jak nigdy o tej porze roku. Słońce zgasło, zimno, a wesoło miło i pozytywnie. Niepotrzebne stresy pora odrzucic, pora wziąc się. Wakacje, w końcu wakacje.
Tyle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)