2 kwi 2009

Guillesmots




Wyjątkowo nie mam dziś nic głupiego do powiedzenia. Pora na konwersacje okraszone szczyptą tequili i cytryny.

Stateless

Dobra. Nie o to do końca. Niby dziwniej być nie może, gówno prawda. Teraz dopiero będzie z górki na pazurki.
Ja nie. Nie nadaję się. Do takich historii naprawdę trzeba być dorosłym. Jakże ta fizyka lubi gmatwać i utrudniać. Poddałabym się w istocie. Bym. Gdzieś jednak podświadomie zauważył mój mózg, że to nie w stylu moim. Zbyt łatwo by było zafiniszować. Przecież mogę. Bo teraz są wyjścia dwa. Albo prawo, albo lewo. Nic pomiędzy. Tyle za i przeciw, tyle wątpliwości, tyle. Po pierwsze nie dam rady. Po pierwsze i po najważniejsze. Przerasta mnie.
Pozostaje pocieszyć się faktem, że sama siebie jakoś zbytnio nie zaskoczyłam. Owszem, zdziwiła mnie wczorajsza wiadomość, oczywiste. Ale od początku wiadomo było, że gdyby było normalnie, to mnie by tam nie było. Było również wiadome, że różnie mogło być. Takiego obrotu sprawy nie wymyśliłby jednak nawet sam Szekspir, spec od tragedii.
Tak mi jakoś dziwnie przykro. Tak jakoś dałabym się pokroić.

Wpadło mi w ręce i pasuje jakoś. Na obrazki można nie patrzeć. Tylko muzyka. Stateless.

1 kwi 2009

Wrong

No i bum. Już wiem.

Nie zwykłam przeklinać. Kurwa.
Pusto we łbie. Taka mądra jestem przecież. Teraz nic, wkurw na siebie tylko. Za swoje głupie myślenie i po pozorach ludzi ocenianie. Nic nie wiem, a swoje zawsze wymyślę. I nauczyć się nie potrafię, że pozory mylą. Kurwa. Za szybko ludzi skreślam. Myślę sobie, że taki a taki, a tu bęc - stoimy po tej samej stronie barykady.
W dodatku litość się włączyła. U mnie rzecz jasna.

Dziwniej być nie może.

31 mar 2009

Wiosna, wiosna w koło

Sennie wiosennie. Nie wysypiam się. Tak. Stanowczo za mało śpię. Wstaję rano, żeby wiosnę spotkać za dnia. Zasypiam późno, żeby wiosny w nocy nie przeoczyć. Ach ta wiosna. Do błędnych konkluzji i niepotrzebnych inwektyw doprowadza. Bo wiosną nie mam głowy do myślenia.
Zdenerwował mnie Pan Minister w poniedziałek. Socjaliści socjalistami, racja święta. Jakoś jednak dziwnie nie opuszcza mnie myśl, że zachował się Pan Minister niegrzecznie w stosunku do kolegi A. Dwa lata temu Pan Minister, wtedy nie-minister, miłym się wydawał być. Sympatycznym. Wczoraj śmierdział arogancją-ignorancją. Zmęczony/nieprzygotowany/znudzony/skacowany (niepotrzebne skreślić). Pierwsze strony gazet faktycznie muszą zmieniać ludzi.
Minister zeźlił mnie do takiego stopnia, że wyjście wieczorne nieuniknione było. I wieczoru tego zostawiłam odcisk na stopie Artura Andrusa. Dobry z niego człowiek. Bo dobrzy ludzie są jeszcze gdzieś. Gdzieś w telewizji. Poza tym pragnę uświadomić brać polską, że Andrus Artur wcale nie jest taki wysoki, na jakiego na ekranie wygląda. Naprawdę.

Ten tego, słoneczko zaszło hej ho. Zimno się stało. Trzeba się więc rozgrzać. Idę rozpalić ognisko.

A poza tym wpadam powoli w panikę - otóż wiosną cholerne potwory się odradzają z gąsienic. Wiadomo. Kilka fobii mnie prześladuje.

Poza tym wiele i wszędzie.
Nieważne.

Ej bo wiosną trzeba mieć zielono w głowie. Wiosną trzeba nosić trampki i kąpać się w Wiśle. Deszczyk trzeba łapać brudny. Wstawać trzeba wcześnie, zasypiać późno. Wiesz, jak jest.


24 mar 2009

Pozwalam sobie na zuchwałość. Wykorzystując sympatię i inne istotne czynniki, słabości różne. Zbyt dalekie i mocne i w towarzystwie zdenerwowania posunięcie. Zauważyłam to dopiero, kiedy dostałam po głowie. Więc jak zwykle za późno. Niepotrzebnie się narażam, niepotrzebnie palnie się od czasu do czasu o słowo za dużo. Nic nowego.
Tak naprawdę nie przejmuję się, niczym. Absolutnie. Bo mam już to wszystko w dupie i tak i koniec i tłumaczyć przed sobą się nie będę.


I wszystko jest zajebiście pięknie i wspaniale. I wiem, że wiosna jest za rogiem. Te śnieżyce to przykrywka.

20 mar 2009

Co słychać?

1. Felerne pojazdy autostopowe przyciągam. Albo brak paliwa, albo dach odlatuje, albo ląduję w środku nocy na zadupiu zamglonym. Dzisiaj godzinę i pół spędziłam wraz z kierowcami u mechanika. A kysz, złe kwanty.

2. Przypadkowo stworzyłam teorię przyczyn kryzysu w Irlandii. Mój promotor jest zachwycony. Zlecił przeprowadzenie badań.

3. Zaginął portfel z jakże cennymi rzeczami. Skradziono mi najlepsze zdjęcie świata, legitymację i bilet miesięczny. I bilet z pierwszego meczu hokejowego. I wizytki. I zniżki. I prezencik z Dublina.

4. Wczorajsze moje nerwy sięgnęły zenitu. Grubo ponad dwie godziny stresu. Przekleństwa, ciosy zadawane klawiaturze, wyzwiska i wyklinanie LN.
Ale udało się. O 3.17. przyszedł mail potwierdzający. Kasa przelana. Czekam na drugie potwierdzenie i przesyłkę. Widzimy się w Chorzowie.

5. Trzy kolejne punkty zostały usunięte. Tak. Bo nieważne.


I nic więcej, absolutnie.


:)

15 mar 2009

Kolej rzeczy

fuck
fuck
fuck
fuck
fuck
fuck
fuck

a mama tyle razy powtarzała, żeby najpierw myśleć, potem mówić.

i znów się okazuje, że świat jest mniejszy, malusieńki. wszyscy się znamy, proszę państwa. cześć, masz szklane oko i jesteś chłopakiem koleżanki siostry mojego znajomego. panie boże, to miasto jest za małe dla nas dwojga. nie ma już nawet miejsca na anonimowość.





tak, ja i anonimowość. ale sobie wymyśliłam.

i jeszcze te złe sny. różne. jedna noc, snów sto dwa. pierwszy powtarzający się. ten ni to koszmar, ni to jawa dziwaczna. nieważne. drugi taki oto z psami śmigającymi na łyżwach. gra o puchar Stanleya z młodzieżówką tkh. trzeci ze zbieraniem monet na przystanku jakimś kaszubskim, czekanie na autobus. a monet między pamiątkami innych ludzi się plączą. szukam i szukam i znajduję między flagą Irlandii a zdjęciami moimi własnymi. czwarty o kościele. że szefuję remontowi. ktoś za moimi plecami powiedział, że żółty jest fajny. przyjeżdżam na plac, kościół gotowy. cały żółty. nie podoba się. biorę farbę i maluję filary farbą niebieską. w międzyczasie zjawia się ktoś, mówi do mnie nie po imieniu. uciekam. spotykam znajomą. chodzimy wokół kościoła. uciekam. idę do babci. piąty to ten pierwszy, zdarza się kilka razy w ciągu nocy. budzę się o 9, żeby zobaczyć znajomego w dzień dobry tvn. telewizja przeinacza, jakżeby inaczej. nawet zdaje mi się, że ze znajomego robią psychola. mniejsza, zapewne tylko się wydaje, przecież jest 9, a ja mam za sobą 3 godziny snu. idę spać. i znów to samo. tym razem budzę się o 15. jest dobrze. zaraz zajedzie słońce. bo trzeba przeczekać. do wieczora, do jutra, do wakacji. koniec z użalaniem. kawa, herbata, do roboty. choćbym miała zgnić przez monitorem, napiszę, co mam napisać. w końcu św. Patryk na mnie liczy.