jakże potrzebuję wakacji od życia, jakże bardzo. muszę z Polski out czym prędzej. jeszcze się w środku rozrywam w pewnych chwilach. kiedyś wszystko było takie proste. wyjeżdżało się i koniec. czasami jakiś szaleniec napisał list. a teraz cholera, telefony, internety, autobusy za dwadzieścia złotych. i przy niedzieli bez kaca zbiera mi się na wymioty od tego słońca i cieszących się twarzy, bo lato. i próbuję pracą się zająć mimo różnych takich niepokojących znaków. i właśnie ubolewam, bo piętnaście minut temu odjechał ostatni autobus. a mam ochotę pójść w miasto bezwzględną. przełożę to na jutro, chociaż nie powinnam, bo zaległości i sentymenty w głowie. ale kogo to obchodzi. z pewnością nie mnie.
2 cze 2013
26 maj 2013
famous blue raincoat
Klarują mi się pewne rzeczy powoli. Czas sobie spokojnie mija, a ja z wielką przyjemnością go uśmiercam. Nie mogę uwierzyć, że to już czerwiec za rogiem. Że jestem tutaj już prawie pół roku. Bo czasem wydaje mi się, że czas w miejscu jednak stoi. Tak oto tracę najlepszy mój czas. Jest więc ten pomysł wyjazdu. Sama już nie wiem. Mam czerwiec na przemyślenie. Tylko po co to wszystko. Po co się pytam. You should shot yourself the food again. Keep walking on, my friend.
pamiętam kult, 6 lat później, zeszły maj, komary i tratwę.
pamiętam kult, 6 lat później, zeszły maj, komary i tratwę.
8 maj 2013
Nadal jestem nieco roztrzęsiona po ostatniej wizytacji w Toruniu. Wbrew wydarzeniom, wbrew słowom i wbrew myślom po takich niepotrzebnych wycieczkach wszystko jak zwykle wraca do normy. Powoli, powoli. Bo tym razem wyprałam się na tyle konkretnie, żeby uświadomić sobie, jak bardzo niektóre rzeczy zostały spieprzone, i jakże zbędne były niektóre dni życia spędzonego tam.
Było miło. Bardzo miło. Ciepło. Kolorowo. Było za mało i za krótko. A jednak nie chcę tam wracać. Sama nie wiem. Rzekłam jednak, że nigdy tam nie wrócę. I takie mam też nadzieje. Nawet polubiłam Gdańsk.
Z drugiej jednak strony nadal nie dociera do mnie, że to wszystko się skończyło.
Było miło. Bardzo miło. Ciepło. Kolorowo. Było za mało i za krótko. A jednak nie chcę tam wracać. Sama nie wiem. Rzekłam jednak, że nigdy tam nie wrócę. I takie mam też nadzieje. Nawet polubiłam Gdańsk.
Z drugiej jednak strony nadal nie dociera do mnie, że to wszystko się skończyło.
29 kwi 2013
Goddamn, you're looking old
Wymyślam plan na życie i nie mam na nic czasu. I nie wiem, niczego nie wiem. W takich momentach zawsze pomagają wyjazdy. Europa stoi otworem. Soon. Soon.
Jaka jesień, cały rok kurwa jesień.
Jaka jesień, cały rok kurwa jesień.
5 kwi 2013
3 kwi 2013
kurwajegomać
Nie no, kończą mi się już pomysły na wytłumaczenie dla zarówno swych własnych głupot, jak i głupot osób trzecich. Jestem nienormalna i solidnie powinnam dostać po łbie. Kiedy już zaczyna być dobrze i miło, to cóż ja robię - a totalną maskaradę sobie urządzam! Czemu by tak nie zjebać trzech miesięcy użerania się z samą sobą, czemu by nie? Na to w tym samym czasie zgrywa się inne coś, co mnie wkurwia już maksymalnie, chociaż nie powinno, i dostaję jakieś telefony w środku nocy i mam odpowiadać, co o tym myślę. Że jeszcze kurwa teraz to ja jestem zła i okropna, ale "tak w ogóle" wszystko jest po staremu. Ja jebię, no nie dam rady, nie ogarnę tego, nawet nie będę próbować. Co z tym moim mózgiem jest nie tak. Mam jakąś kurwa znowu obsesję. Takie głupie niepotrzebne epizody, o których nawet nie powinnam wiedzieć, wpychają mi do głowy myśli różne. I no kurwa, już nie wiem, co mam robić. Pracą sobie tego nie zastąpię, bo jest mimo wszystko chujowa, jak się dzisiaj okazało. Alkohol mnie zdradził i sprowokował do zrobienia głupoty kompletnej, więc nie będę się z nim póki co kumplować. Nie chce mi się mieć hobby. W ogóle nie jestem w stanie się niczym zająć. Kurwa no. A tak mi dobrze szło. Boże chcę, żeby czas teraz albo się cofnął, albo przyspieszył. Byle by nie być w tym momencie, tutaj i teraz. Naprawdę mi okropnie. Najgorzej tak. W sensie - gorzej jeszcze nie było. Mam kryzys jak stąd do Ugandy.
18 mar 2013
mam więc nową pracę. znów jest chujowa i nudna, z tym że tym razem dodatkowo pracuję z idiotami. łażę tam codziennie, myśląc w drodze do pracy: "co kurwa poszło nie tak?". potem uderza mnie poczucie, że trzeba było iść na politechnikę. ale cóż, chodzę sobie tam, zarabiam jakieś grosze i czekam na wiosnę. wiosną musi być lepiej.
ach jakże bym chciała być głupia, nic nie wiedzieć, egzystować tak bezmyślnie. o ileż łatwiej by było. o ileż prościej.
i brakuje mi alkoholu ewidentnie. brakuje bardzo.
ach jakże bym chciała być głupia, nic nie wiedzieć, egzystować tak bezmyślnie. o ileż łatwiej by było. o ileż prościej.
i brakuje mi alkoholu ewidentnie. brakuje bardzo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)