Lubię ludzi. Generalnie.
Mam swoje ulubione ujęcia kamery z Barcelony.
Generalnie tak, może byc, wszystko może byc.
Przesiaduję więc na Kaszubach, gdzie mam czas. Na natchnienie, na wspomnienie, na nicnierobienie, na myślenie. Czas nie istnieje przecież.
Krótko śpię. Trochę piszę, trochę dzwonię, trochę słucham. Spotykam się, nieco mniej niż trochę, nieco więcej niż wcale.
Jakbym się przeniosła w czasie, którego nie ma. Dwa lata wstecz. Faktem, że nie było mnie w domu dwa lata. Dwa. Z grzeczności nie napiszę, co mi chodzi po głowie.
Niby nic się nie zmieniło, wszystko jak dawniej. Tylko ja już nie pasuję.
Ach ten świat. Przestrzeń ciągle się kurczy. A ja znów niczego nie potrzebuję. Znów jestem wszędzie.
Dziwnie.
Przecież wiem.
19 sie 2008
18 sie 2008
Męska decyzja
Ach więc koniec z Wielką Brytanią na jakiś czas. London London Liverpool Much Hoole Longton Manchester London London. London, wszystko, co tylko możesz sobie wyobrazic. A nawet więcej. Wszystko prócz Old Trafford. Old Trafford w deszczu, z Del Piero na boisku. Bezcenne.
Wrocław bez emocji, zakorkowany, zalany słońcem. Praga się nie zmieniła, turystów nieco ubyło. Dresden w deszczu. Podróże zakończone. Sierpień w pełni. Ponownie ruszymy we wrześniu, września dwudziestego, może pierwszego.
Pora posiedziec w miejscu. 6 dni. W poniedziałek mus bycia w Toruniu, raz po raz kolejny. Zaległe egzaminy i nieodbyte praktyki lubią się mścic.
Podjęłam decyzję nieodwołalnie i niewybaczalnie. Koniec politologicznych bzdur. Koniec lania wody, koniec indywidualnych organizacji studiów, na których wcale a wcale mi nie zależy. Żegnaj baj baj, politologio.
Wesoło, miło, pozytywnie jak nigdy o tej porze roku. Słońce zgasło, zimno, a wesoło miło i pozytywnie. Niepotrzebne stresy pora odrzucic, pora wziąc się. Wakacje, w końcu wakacje.
Tyle.
Wrocław bez emocji, zakorkowany, zalany słońcem. Praga się nie zmieniła, turystów nieco ubyło. Dresden w deszczu. Podróże zakończone. Sierpień w pełni. Ponownie ruszymy we wrześniu, września dwudziestego, może pierwszego.
Pora posiedziec w miejscu. 6 dni. W poniedziałek mus bycia w Toruniu, raz po raz kolejny. Zaległe egzaminy i nieodbyte praktyki lubią się mścic.
Podjęłam decyzję nieodwołalnie i niewybaczalnie. Koniec politologicznych bzdur. Koniec lania wody, koniec indywidualnych organizacji studiów, na których wcale a wcale mi nie zależy. Żegnaj baj baj, politologio.
Wesoło, miło, pozytywnie jak nigdy o tej porze roku. Słońce zgasło, zimno, a wesoło miło i pozytywnie. Niepotrzebne stresy pora odrzucic, pora wziąc się. Wakacje, w końcu wakacje.
Tyle.
27 lip 2008
Brytyjskością zaczarowanie kolejne
Kolejna niedziela. Znów gdzie indziej.
Głowa pęka, Shrek song nie dochodzi do zwojów mózgowych. Bo ich nie ma, nic nie ma.
Piękna angielska niedziela, pojadę nad morze. Sun is coming up. Still waiting for the dawn, the sun is coming up. The sun is coming up on the ocean.
Minął miesiąc. A ja nie mam dosyć. Chcę więcej Anglii, więcej, więcej, więcej. Więcej angielskości, więcej Anglików, więcej, więcej. Wszystkiego angielskiego więcej, więcej.
Nocy wczorajszej nie pamiętam całkowicie. Nie wiem, co robię we własnym łóżku. I co robią te dwie wymalowane żółtą fabrą uśmiechnięte buzie. Na moich dłoniach. Nie wiem też, gdzie się podział mój towarzysz podróży. Ani gdzie mój telefon. I moje wino. I portfel. Tylko muzyka w mojej głowie gra. Pożar czas ugasić.
Tell me your secrets
And ask me your questions
Let's go back to the start
Running in circles
Comet tails
Heads on the science apart
Nobody said it was easy
It's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Take me back to the start
I was just guessing
At numbers and figures
Pulling your puzzles apart
Questions of science
Science and progress
Do not speak as loud as my heart
Come tell me you love me
Come back and haunt me
All in a rush to the start
Running in circles
Chasing our tails
Comin' back as we are
Głowa pęka, Shrek song nie dochodzi do zwojów mózgowych. Bo ich nie ma, nic nie ma.
Piękna angielska niedziela, pojadę nad morze. Sun is coming up. Still waiting for the dawn, the sun is coming up. The sun is coming up on the ocean.
Minął miesiąc. A ja nie mam dosyć. Chcę więcej Anglii, więcej, więcej, więcej. Więcej angielskości, więcej Anglików, więcej, więcej. Wszystkiego angielskiego więcej, więcej.
Nocy wczorajszej nie pamiętam całkowicie. Nie wiem, co robię we własnym łóżku. I co robią te dwie wymalowane żółtą fabrą uśmiechnięte buzie. Na moich dłoniach. Nie wiem też, gdzie się podział mój towarzysz podróży. Ani gdzie mój telefon. I moje wino. I portfel. Tylko muzyka w mojej głowie gra. Pożar czas ugasić.
Tell me your secrets
And ask me your questions
Let's go back to the start
Running in circles
Comet tails
Heads on the science apart
Nobody said it was easy
It's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Take me back to the start
I was just guessing
At numbers and figures
Pulling your puzzles apart
Questions of science
Science and progress
Do not speak as loud as my heart
Come tell me you love me
Come back and haunt me
All in a rush to the start
Running in circles
Chasing our tails
Comin' back as we are
11 maj 2008
Easy like a sunday morning
Relaksuję się, odpoczywam, nie myślę. Odżyłam w Pradze. Teraz Kaszuby. Krótko, bo krótko. Ale prawie jak na wakacjach. Słoneczko, lasek, jeziorko. I niedziela. Nic, tylko śpiewać. Wrócę tu na starość.
A reszta nieważna. Miło.
I tylko jeszcze małpeczkę poproszę.
A reszta nieważna. Miło.
I tylko jeszcze małpeczkę poproszę.
29 kwi 2008
Summer 78
Zmieniła się percepcja. Wszystko się jakoś odmieniło. Czasami tak jest, że wystarczy jedno mocne uderzenie, jedna sytuacja, kilka słów. I nagle świat wygląda zupełnie inaczej. Jakie to dziwne, że człowiek możne całkowicie niemal zmienić sposób patrzenia na świat. I to w jednej chwili.
I jeszcze. Życie większości z nas opiera się na czekaniu. Na nie wiadomo co. Każdy na coś tam czeka. I nieważne, co to jest. Może koniec studiów, może lepsza praca, cokolwiek. Nieważne. I czeka się czasami całe życie, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce. Po co czekać na ofertę pracy przez kilka lat? Przecież o wiele łatwiej byłoby samemu ruszyć dupę, dokształcić się etc. Nieważne, nie o to mi chodzi. Bo myślę tak sobie, że takie czekanie naprawdę ludziom pomaga. Nie wiem, po co, jak i dlaczego. Może dzięki temu ma się jakiś wyimaginowany cel życiowy?
Ale. Gdyby tak... Gdyby tak pojawiła się szansa? Skończyło się czekanie? I wreszcie to, na co się czekało, przychodzi? Co wtedy?
Ja stchórzyłam, na całej linii. I zmieniło mi się wszystko niemal w głowie. Coś, co sobie ładnie układałam przez kilka lat szlag trafił. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, a jakże. W końcu chyba wiem, czego chcę. A może raczej - czego nie chcę.
Jednym słowem - fizyka kwantowa zaczyna przeginać. Dosyć z tym fartem. Pora wziąć się do roboty.
Wyjeżdżam na kilka dni, pora odpocząć od Polski. Ahoj.
I jeszcze. Życie większości z nas opiera się na czekaniu. Na nie wiadomo co. Każdy na coś tam czeka. I nieważne, co to jest. Może koniec studiów, może lepsza praca, cokolwiek. Nieważne. I czeka się czasami całe życie, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce. Po co czekać na ofertę pracy przez kilka lat? Przecież o wiele łatwiej byłoby samemu ruszyć dupę, dokształcić się etc. Nieważne, nie o to mi chodzi. Bo myślę tak sobie, że takie czekanie naprawdę ludziom pomaga. Nie wiem, po co, jak i dlaczego. Może dzięki temu ma się jakiś wyimaginowany cel życiowy?
Ale. Gdyby tak... Gdyby tak pojawiła się szansa? Skończyło się czekanie? I wreszcie to, na co się czekało, przychodzi? Co wtedy?
Ja stchórzyłam, na całej linii. I zmieniło mi się wszystko niemal w głowie. Coś, co sobie ładnie układałam przez kilka lat szlag trafił. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, a jakże. W końcu chyba wiem, czego chcę. A może raczej - czego nie chcę.
Jednym słowem - fizyka kwantowa zaczyna przeginać. Dosyć z tym fartem. Pora wziąć się do roboty.
Wyjeżdżam na kilka dni, pora odpocząć od Polski. Ahoj.
25 kwi 2008
Just let it go
Kwiecień, słońce, las w środku miasta. Niechciane, siłą niemal wciśnięte piwo, mrówki, kleszcze, przemiła policja - i jakimś cudem uniknięty mandat. Wiosna, moi mili. Wiosna. Nawet ja czuję wiosnę.
Różowe magnolie, chwasty. Wiosną nie powinno się słuchać Scott'a Matthew, kimkolwiek on jest. Wiosną powinno się skakać, biegać. Po co kłaść się spać? Wiosną powinno się łapać stopa, ewentualnie spacerować. Bo po co jeździć taksówką? Wiosną powinno się obudzić, skończyć z myśleniem. Bo po co spać?
Ja mimo wszystko z wielkim bólem opuszczam łoże o poranku.
Rankiem zdarza mi się myśleć o 'streets of Philadelphia'.
Przecież tak naprawdę nieważne, wszystko nieważne. Gdyby spojrzeć na świat z góry. A teraz z dołu. Carpe diem, carpe siem, przecież i tak nic nie ma znaczenia.
Zresztą - toż to tylko i wyłącznie moje życie, i liczy się tylko to, że kończy się z każdą minutą.
I nie wiem kto, co, komu i dlaczego, ale przyoblekam się w uśmiech czy uśmieszek i wyruszam, żeby odpocząć.
'I say never be complete, I say stop being perfect, I say let... lets evolve, let the chips fall where they may'
Różowe magnolie, chwasty. Wiosną nie powinno się słuchać Scott'a Matthew, kimkolwiek on jest. Wiosną powinno się skakać, biegać. Po co kłaść się spać? Wiosną powinno się łapać stopa, ewentualnie spacerować. Bo po co jeździć taksówką? Wiosną powinno się obudzić, skończyć z myśleniem. Bo po co spać?
Ja mimo wszystko z wielkim bólem opuszczam łoże o poranku.
Rankiem zdarza mi się myśleć o 'streets of Philadelphia'.
Przecież tak naprawdę nieważne, wszystko nieważne. Gdyby spojrzeć na świat z góry. A teraz z dołu. Carpe diem, carpe siem, przecież i tak nic nie ma znaczenia.
Zresztą - toż to tylko i wyłącznie moje życie, i liczy się tylko to, że kończy się z każdą minutą.
I nie wiem kto, co, komu i dlaczego, ale przyoblekam się w uśmiech czy uśmieszek i wyruszam, żeby odpocząć.
'I say never be complete, I say stop being perfect, I say let... lets evolve, let the chips fall where they may'
20 kwi 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)