I wakacji koniec końców nadszedł. Jutro futro, fura i komóra. Do praktykowania zapraszają po raz kolejny. Ach ta niesystematycznośc. Ach to roztargnienie.
Kolejny data bez pokrycia, 1. października. Nowy początek, tony postanowień ostatecznych. Boli mnie głowa ze wszystkich stron. I z każdej jednej. Pora przyznac wszem i wobec, żem wariatka. Ach postanowienia. Że to, tamto, że systematycznie, że frekwencyjnie, że zadowalająco, zachwycająco i stypendialnie horyzontalnie.
Wtorek, no tak, wtorki takie są.
Nie ma takiej opcji.
Spóźniam się na pociąg. Denerwuję się na wszystkich zasługujących. Czas tracę też, z każdą kolejną minutą spóźnienia. Tak mają ludzie bez zegarka.
Żegnaj lato baj baj.
A ja lata nie pamiętam. Ani ciut. Ani nic. Nie było lata tego lata. Zeszłego też. Tylko zimno i angielsko bez reszty. I co z tego. Jedni mają lato, inni co innego. Kolej rzeczy, jak zwykle.
Nic mnie już nie dziwi. Tyle niesamowitości widziałam, że już nic niesamowite nie jest. Szalej szaleju. Ojejojejojej. Koniec gadania, pora w sen zimowy zapaśc.
No to wracamy, nieszczęśnie, na Kujawy. O fuj, o nie, tu stacja Toruń Główny, tu stacja Toruń Główny.
23 wrz 2008
22 wrz 2008
Harry Rivers
Przecież wiadomo - są rzeczy, myśli i pomysły, na które nawet ja bym nie wpadła. Niemożliwością jest. Nawet nie pamiętając logicznym myśleniem można dojśc do wniosku, że opcji aż tak totalnej namacalnej głupoty nie ma. Wątpliwości jednak zawsze plączą się między palcami. I żyj tu i chodź po świecie wątpiąc w swój własny rozsądek czy jak to tam zwą. Ach te luki pamięciowe, dolegliwości starcze lub wręcz przeciwnie. Es jak stresss.
Znów stchórzyłam. Zależy od punktu widzenia. Wróciłam bowiem do politologicznego prania mózgu. Wysiłkiem niewielkim. Kolejny rok więc co najmniej dwukierunkowo powoli pora zaczynac. Ciężko piekielnie rzucic. Jeszcze mocniej ciężko zostac wyrzuconym. I czas jakoś zanadto się rozciąga. Rok, drugi, trzeci, niespodzianka. I żegnajcie hulanki swawole.
Jakoś. Jest jakoś.
Aż się cieszę czasami obecnymi wakacyjnymi. Nie chcę na studia. Siedźmy, odpoczywajmy, bawmy, myślmy, pijmy, mówmy i nie wracajmy dokądkolwiek. Smętnie a niechętnie tracę wrzesień. Najzewszystkich miesiąc.
3.11 w tej części świata. Pora pospac.
Znów stchórzyłam. Zależy od punktu widzenia. Wróciłam bowiem do politologicznego prania mózgu. Wysiłkiem niewielkim. Kolejny rok więc co najmniej dwukierunkowo powoli pora zaczynac. Ciężko piekielnie rzucic. Jeszcze mocniej ciężko zostac wyrzuconym. I czas jakoś zanadto się rozciąga. Rok, drugi, trzeci, niespodzianka. I żegnajcie hulanki swawole.
Jakoś. Jest jakoś.
Aż się cieszę czasami obecnymi wakacyjnymi. Nie chcę na studia. Siedźmy, odpoczywajmy, bawmy, myślmy, pijmy, mówmy i nie wracajmy dokądkolwiek. Smętnie a niechętnie tracę wrzesień. Najzewszystkich miesiąc.
3.11 w tej części świata. Pora pospac.
19 sie 2008
Closer
Lubię ludzi. Generalnie.
Mam swoje ulubione ujęcia kamery z Barcelony.
Generalnie tak, może byc, wszystko może byc.
Przesiaduję więc na Kaszubach, gdzie mam czas. Na natchnienie, na wspomnienie, na nicnierobienie, na myślenie. Czas nie istnieje przecież.
Krótko śpię. Trochę piszę, trochę dzwonię, trochę słucham. Spotykam się, nieco mniej niż trochę, nieco więcej niż wcale.
Jakbym się przeniosła w czasie, którego nie ma. Dwa lata wstecz. Faktem, że nie było mnie w domu dwa lata. Dwa. Z grzeczności nie napiszę, co mi chodzi po głowie.
Niby nic się nie zmieniło, wszystko jak dawniej. Tylko ja już nie pasuję.
Ach ten świat. Przestrzeń ciągle się kurczy. A ja znów niczego nie potrzebuję. Znów jestem wszędzie.
Dziwnie.
Przecież wiem.
Mam swoje ulubione ujęcia kamery z Barcelony.
Generalnie tak, może byc, wszystko może byc.
Przesiaduję więc na Kaszubach, gdzie mam czas. Na natchnienie, na wspomnienie, na nicnierobienie, na myślenie. Czas nie istnieje przecież.
Krótko śpię. Trochę piszę, trochę dzwonię, trochę słucham. Spotykam się, nieco mniej niż trochę, nieco więcej niż wcale.
Jakbym się przeniosła w czasie, którego nie ma. Dwa lata wstecz. Faktem, że nie było mnie w domu dwa lata. Dwa. Z grzeczności nie napiszę, co mi chodzi po głowie.
Niby nic się nie zmieniło, wszystko jak dawniej. Tylko ja już nie pasuję.
Ach ten świat. Przestrzeń ciągle się kurczy. A ja znów niczego nie potrzebuję. Znów jestem wszędzie.
Dziwnie.
Przecież wiem.
18 sie 2008
Męska decyzja
Ach więc koniec z Wielką Brytanią na jakiś czas. London London Liverpool Much Hoole Longton Manchester London London. London, wszystko, co tylko możesz sobie wyobrazic. A nawet więcej. Wszystko prócz Old Trafford. Old Trafford w deszczu, z Del Piero na boisku. Bezcenne.
Wrocław bez emocji, zakorkowany, zalany słońcem. Praga się nie zmieniła, turystów nieco ubyło. Dresden w deszczu. Podróże zakończone. Sierpień w pełni. Ponownie ruszymy we wrześniu, września dwudziestego, może pierwszego.
Pora posiedziec w miejscu. 6 dni. W poniedziałek mus bycia w Toruniu, raz po raz kolejny. Zaległe egzaminy i nieodbyte praktyki lubią się mścic.
Podjęłam decyzję nieodwołalnie i niewybaczalnie. Koniec politologicznych bzdur. Koniec lania wody, koniec indywidualnych organizacji studiów, na których wcale a wcale mi nie zależy. Żegnaj baj baj, politologio.
Wesoło, miło, pozytywnie jak nigdy o tej porze roku. Słońce zgasło, zimno, a wesoło miło i pozytywnie. Niepotrzebne stresy pora odrzucic, pora wziąc się. Wakacje, w końcu wakacje.
Tyle.
Wrocław bez emocji, zakorkowany, zalany słońcem. Praga się nie zmieniła, turystów nieco ubyło. Dresden w deszczu. Podróże zakończone. Sierpień w pełni. Ponownie ruszymy we wrześniu, września dwudziestego, może pierwszego.
Pora posiedziec w miejscu. 6 dni. W poniedziałek mus bycia w Toruniu, raz po raz kolejny. Zaległe egzaminy i nieodbyte praktyki lubią się mścic.
Podjęłam decyzję nieodwołalnie i niewybaczalnie. Koniec politologicznych bzdur. Koniec lania wody, koniec indywidualnych organizacji studiów, na których wcale a wcale mi nie zależy. Żegnaj baj baj, politologio.
Wesoło, miło, pozytywnie jak nigdy o tej porze roku. Słońce zgasło, zimno, a wesoło miło i pozytywnie. Niepotrzebne stresy pora odrzucic, pora wziąc się. Wakacje, w końcu wakacje.
Tyle.
27 lip 2008
Brytyjskością zaczarowanie kolejne
Kolejna niedziela. Znów gdzie indziej.
Głowa pęka, Shrek song nie dochodzi do zwojów mózgowych. Bo ich nie ma, nic nie ma.
Piękna angielska niedziela, pojadę nad morze. Sun is coming up. Still waiting for the dawn, the sun is coming up. The sun is coming up on the ocean.
Minął miesiąc. A ja nie mam dosyć. Chcę więcej Anglii, więcej, więcej, więcej. Więcej angielskości, więcej Anglików, więcej, więcej. Wszystkiego angielskiego więcej, więcej.
Nocy wczorajszej nie pamiętam całkowicie. Nie wiem, co robię we własnym łóżku. I co robią te dwie wymalowane żółtą fabrą uśmiechnięte buzie. Na moich dłoniach. Nie wiem też, gdzie się podział mój towarzysz podróży. Ani gdzie mój telefon. I moje wino. I portfel. Tylko muzyka w mojej głowie gra. Pożar czas ugasić.
Tell me your secrets
And ask me your questions
Let's go back to the start
Running in circles
Comet tails
Heads on the science apart
Nobody said it was easy
It's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Take me back to the start
I was just guessing
At numbers and figures
Pulling your puzzles apart
Questions of science
Science and progress
Do not speak as loud as my heart
Come tell me you love me
Come back and haunt me
All in a rush to the start
Running in circles
Chasing our tails
Comin' back as we are
Głowa pęka, Shrek song nie dochodzi do zwojów mózgowych. Bo ich nie ma, nic nie ma.
Piękna angielska niedziela, pojadę nad morze. Sun is coming up. Still waiting for the dawn, the sun is coming up. The sun is coming up on the ocean.
Minął miesiąc. A ja nie mam dosyć. Chcę więcej Anglii, więcej, więcej, więcej. Więcej angielskości, więcej Anglików, więcej, więcej. Wszystkiego angielskiego więcej, więcej.
Nocy wczorajszej nie pamiętam całkowicie. Nie wiem, co robię we własnym łóżku. I co robią te dwie wymalowane żółtą fabrą uśmiechnięte buzie. Na moich dłoniach. Nie wiem też, gdzie się podział mój towarzysz podróży. Ani gdzie mój telefon. I moje wino. I portfel. Tylko muzyka w mojej głowie gra. Pożar czas ugasić.
Tell me your secrets
And ask me your questions
Let's go back to the start
Running in circles
Comet tails
Heads on the science apart
Nobody said it was easy
It's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Take me back to the start
I was just guessing
At numbers and figures
Pulling your puzzles apart
Questions of science
Science and progress
Do not speak as loud as my heart
Come tell me you love me
Come back and haunt me
All in a rush to the start
Running in circles
Chasing our tails
Comin' back as we are
11 maj 2008
Easy like a sunday morning
Relaksuję się, odpoczywam, nie myślę. Odżyłam w Pradze. Teraz Kaszuby. Krótko, bo krótko. Ale prawie jak na wakacjach. Słoneczko, lasek, jeziorko. I niedziela. Nic, tylko śpiewać. Wrócę tu na starość.
A reszta nieważna. Miło.
I tylko jeszcze małpeczkę poproszę.
A reszta nieważna. Miło.
I tylko jeszcze małpeczkę poproszę.
29 kwi 2008
Summer 78
Zmieniła się percepcja. Wszystko się jakoś odmieniło. Czasami tak jest, że wystarczy jedno mocne uderzenie, jedna sytuacja, kilka słów. I nagle świat wygląda zupełnie inaczej. Jakie to dziwne, że człowiek możne całkowicie niemal zmienić sposób patrzenia na świat. I to w jednej chwili.
I jeszcze. Życie większości z nas opiera się na czekaniu. Na nie wiadomo co. Każdy na coś tam czeka. I nieważne, co to jest. Może koniec studiów, może lepsza praca, cokolwiek. Nieważne. I czeka się czasami całe życie, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce. Po co czekać na ofertę pracy przez kilka lat? Przecież o wiele łatwiej byłoby samemu ruszyć dupę, dokształcić się etc. Nieważne, nie o to mi chodzi. Bo myślę tak sobie, że takie czekanie naprawdę ludziom pomaga. Nie wiem, po co, jak i dlaczego. Może dzięki temu ma się jakiś wyimaginowany cel życiowy?
Ale. Gdyby tak... Gdyby tak pojawiła się szansa? Skończyło się czekanie? I wreszcie to, na co się czekało, przychodzi? Co wtedy?
Ja stchórzyłam, na całej linii. I zmieniło mi się wszystko niemal w głowie. Coś, co sobie ładnie układałam przez kilka lat szlag trafił. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, a jakże. W końcu chyba wiem, czego chcę. A może raczej - czego nie chcę.
Jednym słowem - fizyka kwantowa zaczyna przeginać. Dosyć z tym fartem. Pora wziąć się do roboty.
Wyjeżdżam na kilka dni, pora odpocząć od Polski. Ahoj.
I jeszcze. Życie większości z nas opiera się na czekaniu. Na nie wiadomo co. Każdy na coś tam czeka. I nieważne, co to jest. Może koniec studiów, może lepsza praca, cokolwiek. Nieważne. I czeka się czasami całe życie, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce. Po co czekać na ofertę pracy przez kilka lat? Przecież o wiele łatwiej byłoby samemu ruszyć dupę, dokształcić się etc. Nieważne, nie o to mi chodzi. Bo myślę tak sobie, że takie czekanie naprawdę ludziom pomaga. Nie wiem, po co, jak i dlaczego. Może dzięki temu ma się jakiś wyimaginowany cel życiowy?
Ale. Gdyby tak... Gdyby tak pojawiła się szansa? Skończyło się czekanie? I wreszcie to, na co się czekało, przychodzi? Co wtedy?
Ja stchórzyłam, na całej linii. I zmieniło mi się wszystko niemal w głowie. Coś, co sobie ładnie układałam przez kilka lat szlag trafił. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, a jakże. W końcu chyba wiem, czego chcę. A może raczej - czego nie chcę.
Jednym słowem - fizyka kwantowa zaczyna przeginać. Dosyć z tym fartem. Pora wziąć się do roboty.
Wyjeżdżam na kilka dni, pora odpocząć od Polski. Ahoj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)