5 paź 2010

eventually, everything goes away

People think a soul mate is your perfect fit, and that's what everyone wants. But a true soul mate is a mirror, the person who shows you everything that is holding you back, the person who brings you to your own attention so you can change your life.

A true soul mate is probably the most important person you'll ever meet, because they tear down your walls and smack you awake. But to live with a soul mate forever? Nah. Too painful. Soul mates, they come into your life just to reveal another layer of yourself to you, and then leave.

A soul mates purpose is to shake you up, tear apart your ego a little bit, show you your obstacles and addictions, break your heart open so new light can get in, make you so desperate and out of control that you have to transform your life, then introduce you to your spiritual master.

Chyba mam kryzys wieku średniego. Albo jakiegoś. Depresja popowrotowa.

Bo jestem w moim pięknym kraju znów. Dziwne wrażenia. Jest mnie co najmniej dwie. Co najmniej. Nie wykluczam istnienia stu dwudziestu innych mnie gdzieś tam w zakamarkach mózgu. Zmiana modułu, klik. Nadal nie wiem. Za dwa dni powinnam być we Włoszech. A mnie się chce spać. I połazić po Grafton.
Ale co. Ostatni rok mordęgi uczelnianej pora zacząć. Fuj, studia. Niewiele brakowało jednak. Tyci tyci pyłek przechylił szalę. I oto jestem.



Nie wiem. Żałowanie czy coś. The only thing more unthinkable than leaving was staying; the only thing more impossible than staying was leaving. Albo na odwrót.


28 wrz 2010

żegnamy witamy żegnamy witamy

dni kilka, godzin parę. a rozmowy ciekwsze i coraz to bardziej absorbujące. żal zostawiać dysputy w polowie dochodzenia do konsensusu.
czy powinnam sluchac rad dobrych przyjaciól Moskali i zlych wrogów Brytyjczyków, nie wiem. kilku poważnie zyskalo. nawet mogę, choć z pewną dozą niepewnosci, powiedzieć, że lubię kilku Anglików. jeden, dwa, trzy, cztery. cztery, w porywach piątka niech będzie. trafilam w miejsce mlodych, wyksztalconych Brytyjczyków. wiem, nikt w to nie uwierzy, bo każdy Anglik jest glupi i żaden nie dorasta do pięt wspanialym, najlepszym Polaczkom.
you should, you should, you should. takie rady. miluję ponad wszystko ludzi, którzy sluchają, co do nich mówię. przecież to takie ludzkie. próżnosć bez granic.

i szykuje się podróż. pociągi, autobusy, samoloty. kropka jednak robi dziwne wygibasy i wydaje mi się, że transformuje się w znak zapytania. o co tu chodzi, gdzie wpadl sens, który mialam w kieszeni jakis czas temu. czy rzeczywiscie Denisa ma rację, kiedy powtarza, że "to je jedno"?
może tak. może nie trzeba lecieć do Szwecji. może można zostać tutaj, może można zgnić w Toruniu. może nic nie ma znaczenia.

jednak czy naprawdę. nigdy nie wiesz, nigdy nie wiesz.

23 sie 2010

Odliczam minuty do wieczora i czekam na list z Moskwy. Nie rozum źle, Moskwa jest na pewno miła. Ale to nie to samo co reszta świata.
I wiedzcie moi drodzy, że jestem najlepszym pracownikiem świata. Korporacje się o mnie biją. Od samego świtu telefony rozbrzmiewają. Ale nie! Ja nie!
I nich tylko się odważą podnieść rękę na mój kontrakt.

Czy jest coś bardziej polskiego niż Żubrówka?

11 sie 2010

Torino, DAI

I find Cambridge an asylum, in every sense of the word. Właśnie tak.

Dziwne to wszystko. Błądzę tymi samymi ulicami co Newton, Bacon, Darwin, Keynes, Russell, Erasmus, Churchill, Cleese, Hawking.
I Virginia Woolf, i Sylvia Plath, i Vladimir Nabokov, i Salman Rushdie. I miliony innych. Cromwella nie wymieniam z grzeczności.
I jeszcze McLiam Wilson, guru. I gdzieś tam na szarym końcu na rogu Sidney Street siedzę ja pijąc kawę z mlekiem, czego kiedyś nienawidziłam. Bo jak kawa, to czarna. I tak godziny mijają. Przełażą ludzie miasta. Proszę, oto kroczy jakiś noblista, oto biegnie chiński studencik, oto wycieczka Amerykanów, oto iluzjonista, oto naćpany Anglik. Kawa dobra jest. Kawa, trawa zielona, dużo słońca, bezpolskie nowe towarzystwo wznajmnej adoracji. Się machina kręci. A ja pracuję na nowe wpisy do CV, które w Polsce będą mi do niczego potrzebne. Hu-ra.
Czasu mniej coraz. Jest prawie połowa sierpnia. Za dwa tygodnie będę musiała nakłamać jak nigdy. A potem nakłamać jeszcze bardziej. A potem pora na Italię. Bo jestem italiano expert teraz. Bono nie powiedzial 'Torino die', tylko 'Torino dai'. Jest różnica, prawda?

Panie Cyrklu, Pani Węgielnico, niebawem nadchodzę.

A póki co czuję się świetnie. Jest żołądkowy spokój. Czas wielkiego oczyszczania organizmu z toksyn nazbieranych w piwnicach toruńskich. Wyparowują świństwa, a ja zajmuję się najlepszą pracą na świecie. O, creep. A bo poza tym nowi moi ludzie są nawet bym powiedziała fajnie zajebiści. Ej zarzuć to:



Cześć, jestem Ania i lubię Wielką Brytanię.

3 sie 2010

idealne miejsce
idealny czas
idealni ludzie

jest pięknie, tyle tylko wiemy i tyle wiedzieć nam trzeba

odliczam ze zgrozą. 8 tygodni zostało.
nigdy nie chciałam wracać. ale tym razem jakos trzyma mnie ziemia brytyjska rękami i nogami.

12 lip 2010

made in uk

każdy śpiewa swoją piosenkę.
i nie ma piosenek lepszych. choćbyś szukał i szukał. nie ma lepszych.
są tylko inne.


29 cze 2010

coś się dzieje w naszych głowach podczas snu. jakiś czas temu śniło mi się milion kotów małych rudych. żarły mnie.
i było jak było. total disaster. zapach adrenaliny dzień w dzień, stres, wkurw i meneliada 2010. wielki bieg przez wiosnę i sesję. nawet nie pamiętam już początku. chyba przed juwenaliami, chyba zima jeszcze była, może koniec marca. może nie. i te koty i wypadające zęby i inne koszmary.
a teraz. sen kolejny koszmarny. niedawno. był kot rudy trochę większy. i ktoś go zabił. krew i flaki i to zwierzątko zdychające i tak przez całą noc.
a potem się obudziłam.
i świat wyglądał inaczej.
wstałam przed dwunastą, ubrałam się, poszłam na walne, wróciłam do domu, zabukowałam bilet z Londynu do Rzymu i stwierdziłam, że wyjazd zrobi dobrze.
więc żegnam cudownych Polaków. do zobaczenia w październiku.
na nowych studiach.